Pyskowicka parowozownia, wraz z całym podlegającym jej zapleczem technicznym została zamknięta w roku 1993. To był definitywny koniec pociągów parowych stacjonujących tutaj służbowo. Bogatą historię jednak niesie za sobą znajdujący się obecnie na jej miejscu Skansen Taboru Kolejowego.

Slider u góry: lata 90 w Pyskowicach (fot. dzięki uprzejmości Johna Grahama)

Początek: Ol49-12

Pierwszym znamionowym działaniem zawiązującej się ówcześnie w Pyskowicach licznej grupy miłośników kolei, było przywrócenie do ruchu parowozu Ol49-12. W 1993 roku, po uratowaniu jej od złomowania, została gruntownie wyremontowana i uruchomiona.

 

Maszyna była własnością anglika, Johna Grahama, założyciela European Steam Preservation Group; któremu pomogli Bracia Jakubinowie, pyskowiccy miłośnicy kolei, przy współpracy z ówczesnym dyrektorem pobliskiej kopalni piasku Kotlarnia (dawniej PMP-PW) Mieczysławem Paszkowskim. Kopalnia dysponowała bowiem swoją lokomotywownią - sama przez lata wykorzystywała na liniach piaskowych parowozy, nim wyparła je trakcja spalinowa i elektryczna. Nad renowacją maszyny Ol49-12 pieczę utrzymywał Jerzy Wicher. Po odzyskaniu świetności i sprawności ruchowej, staraniem Grahama parowóz został przetransportowany do muzeum Stoomcentrum Maldegem w Belgii gdzie służył następne kilkanaście lat(!)

Szczegółową historię dot. Ol49-12 oraz związku Johna Grahama z pyskowickim skansenem kolejnictwa opisano w osobnym rozdziale.

 

Powstanie Towarzystwa i uruchomienie TKp4422

W roku 1998r. z inicjatywy kolejowych działaczy, nie tylko tych zamieszkałych w samych Pyskowicach, z inicjatywy braci Zbigniewa i Krzysztofa Jakubina zostało zawiązane Towarzystwo Ochrony Zabytków Kolejnictwa i Organizacji Skansenów, które za cel obrało sobie ratowanie zabytków techniki kolejowej wraz z potrzebną im infrastrukturą. 

 

Wraz z Jerzym Wicherem, pod szyldem firmy PPHU „Januszewski Wicher” S.C. wyremontowali pierwszy parowóz stacjonujacy później na stałe w Pyskowicach jako czynny eksponat, własność angielskiego miłośnika kolei Steve'a Crowther'a. Był nim TKp4422, pozostający w stanie czynnym do roku 2008, kiedy został wygaszony i odstawiony prawdopodobnie na zawsze, ze względu na wypłukanie się dna kotła i zbyt wysokie koszty wymiany na nowy.

Slider u góry: TKp4422 podczas jednego z pierwszych rozpaleń, sierpień 2004. (Marcin Kapica)

 

Walka o wachlarzownię i katastrofa budowlana

Do roku 2006 Towarzystwo bezskutecznie wnosiło do przeróżnych instytucji o pomoc w przejęciu pyskowickiego, zabytkowego kompleksu budynków pokolejowych w celu zaadaptowania ich pod placówkę muzealną. Mimo wielu zwrotów akcji, wizytacji niezliczonej ilości osobistości ze świata politycznego na prawie każdym szczeblu, rozmowy nie przynosiły skutków. Głównym powodem odmów była rzekoma niemożność utworzenia do hali parowozowni drogi ewakuacyjnej, jednocześnie dojazdu dla samochodów i dojścia pieszych wykluczającego przeprawę przez czynną linię kolejową. Pasjonaci zrzeszeni wokół skansenu wielokrotnie samodzielnie udowadniali, że droga istnieje już od dawna, zorganizowana przez nich samych funkcjonuje bardzo dobrze i nie wymusza przechodzenia bądź przejeżdżania przez torowisko w miejscach niedozwolonych.

Niestety, 14 lutego 2006r. w godzinach porannych doszło do zawalenia się dachu zabytkowej hali wachlarzowej, która nieodśnieżana uległa pod naporem obfitych opadów śniegu. Popołudniem nastąpiło zarwanie się kolejnej części dachu. W sumie szkody objęły osiem kanałów parowozowni, co za tym idzie kilka cennych eksponatów muzealnych towarzystwa - w tym parowozy TKp, TKh oraz jeden z trzech zachowanych w Polsce tendrów typu Floridsdorf, parowozu Ty2.

Slider po lewej: rok 2004, zbiory TOZK pod dachem hali wachlarzowej, widoczne m.in. Ty2-927, TKt48-23, TKt48-29, Ty2-1312 i TKp-15132 

(fot. dzięki uprzejmości Michała "Doctora" Pawełczyka, Kraina Żywych Maszyn www.parowozy.net)

Slider po prawej: rok 2006, hala wachlarzowa po zawaleniu,

widocznie odcięty dostęp dla zwiedzających 

(fot. dzięki uprzejmości Michała "Doctora" Pawełczyka, Kraina Żywych Maszyn www.parowozy.net)

Próba likwidacji?

W roku 2010 niemałe oburzenie mieszkańców i mediów wywołały nagłe prace ciężkich maszyn na terenie parowozowni. Towarzystwo uderzyło na alarm w obawie przed całkowitą likwidacją obiektu o stuletniej historii, pozostającego wciąż w wykazie zabytków. 

 

Jak ustalili dziennikarze, po podniesieniu Towarzystwu opłat miesięcznych za dzierżawę obiektów, które dla miłośników działających tutaj non-profit były nie do przeskoczenia, Polskie Koleje Państwowe zaczęły dążyć do usunięcia skansenu z tego miejsca. Wszystko za sprawą niepodpisania przez władze skansenu nowej umowy dzierżawczej, z podwyższoną opłatą. Wcześniej za całość terenu skansen ponosił miesięczne koszty rzędu kilkuset złotych, teraz miała to być wysokość pięciu tysięcy za samą halę wagonowni, gdzie skansen przeniósł swoje eksponaty po katastrofie.

 

Ponadto, PKP wystąpiły do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego o skreślenie hali z rejestru zabytków. Agnieszka Woźniakowska ze Śląskiego Centrum Dziedzictwa Kulturowego podkreśliła, iż wartość eksponatów kwalifikuje cały skansen do wpisu na szlak zabytków województwa śląskiego.

Ostatecznie, zakończyło się na uporządkowaniu i wywiezieniu z terenu katastrofy sprzed czterech lat złomu i wszelkich elementów nie nadających się już do odbudowy. Postawiono umocnione wrota do stanowisk parowozowni i zabezpieczono obiekt przed przypadkowymi zwiedzającymi. Wokół obiektu wyrosły druciane płoty i pale z tablicami o treści "Obiekt w likwidacji" i "Roboty rozbiórkowe".

Martwy Punkt

 

Starania Towarzystwa o przejęcie od Polskich Kolei Państwowych terenów, na których położone są hala wachlarzowa i wagonownia wraz z całym zapleczem i torowiskiem w zasadzie trwa do teraz. Mimo wielu kolejnych sukcesów, poszerzania kolekcji o kolejny tabor zabytkowy wszelkiej maści, w tym egzemplarze unikatowe w skali nie tylko Polski ale i Europy oraz Świata, z wisienką na torcie w postaci przywrócenia w 2013 roku do stanu czynnego kolejnej maszyny parowej Ty42-24, skansen jakby utknął w martwym punkcie.

 

Po prawie 20 latach od rozpoczęcia działalności TOZK nie wydarzyło się tutaj kompletnie nic w kierunku otwarcia w tym miejscu muzeum kolejnictwa na wzór tych znajdujących się chociażby w Wolsztynie czy Chabówce, które co roku przyciągają do siebie tłumy turystów z Polski i zagranicy. Rozbudowana biurokracja, brak zainteresowania władz i urzędów oraz samego PKP, a także niezwykle mała siła przebicia członków skansenu nie pozwoliły nawet na krok zbliżyć się do idealnego scenariusza, który pozwoliłby na otwarcie w tym miejscu placówki kulturalno-rozrywkowej.

Samo miejsce popada w całkowitą ruinę, zainteresowani lokowaniem tutaj swoich funduszy i maszyn angielscy miłośnicy niemalże całkowicie wycofali się z Pyskowic. Przybyło za to grafficiarzy i złomiarzy. Ubyło dostępnych do zobaczenia eksponatów, całkowicie zdewastowano zabytkową obrotnicę i budynki części towarowej i socjalnej. Towarzystwo zostało samo sobie, pozostawione na pastwę PKP i politykierów. 

 

Teraz, zbiory TOZK służą okazjonalnie do obsługi pociągów specjalnych, oraz jako "wypożyczalnia" maszyn pod produkcje filmowe. Teren placówki jest całkowicie wyłączony z możliwości swobodnego zwiedzania przez turystów. Towarzystwo remontuje swoje zabytki na terenie dzierżyńskich zakładów PROTOR/ZNiUT.

 

Pierwszy przejazd pociągu specjalnego RETRO ze st. Pyskowice

Z okazji Nocy Muzeów, 19 maja 2018 roku TOZK przy pomocy PKP CARGO S.A. oraz NSZZ Solidarność a także Centrum Dokumentacji Deportacji Górnoślązaków do ZSRR w 1945 roku udało się zorganizować pierwszy pociąg RETRO z Pyskowic do Radzionkowa i dalej do Tarnowskich Gór.

 

Obecna chluba Towarzystwa, czynny parowóz Ty42-24 wraz z trzema wagonami wykonał tego dnia trzy kursy, które zostały uznane za wydarzenie wpisujące się w oficjalne obchody stulecia odzyskania przez Polskę Niepodległości, dlatego też parowóz zdobiły dwie flagi. 

 

Skład po całym dniu pracy wrócił do Pyskowic 20 maja około godziny 1:00, po krótkim postoju wyruszył w kierunku miejsca odpoczynku do Gliwic Łabęd.